Pomysł na odwiedzenie Welskiego Parku Krajobrazowego pojawił się nagle. Wielokrotnie oglądane z okien pociągu okolice Działdowa wydawały mi się na tyle interesujące, że postanowiłam wysiąść kiedyś właśnie tu. I ta myśl gdzie tam sobie zapadła. Aż pewnego dnia zerknęłam na mapę i zobaczyłam, że w niedalekiej odległości od Działdowa znajdują się aż dwa parki krajobrazowe, decyzja zapadła a kilka dni później już siedziałam w siodle i zmierzała w kierunku Welskiego Parku Krajobrazowego. Wcześniej jednak, aby to moje zwiedzanie miało jakiś sens, opracowałam pewien plan i wytyczyłam sobie trzy trasy do pokonania. Pierwsza za mną i to o niej chciałabym opowiedzieć. Ale na początek kilka słów o samym parku.
Welski Park Krajobrazowy
Powołany w 1995 r. chroni środkowy odcinek rzeki Wel, największego lewobrzeżnego dopływu Drwęcy. Rzeka jest niezwykle malownicza, a szczególnie piękny jej fragment podlega ochronie w rezerwacie "Piekiełko". I to własnie ten rezerwat był głównym celem mojej wycieczki do Welskiego Parku Krajobrazowego.
W drogę...
Ze stacji kolejowej w Działdowie ruszam w stronę Lidzbarka drogą 544, z której uciekam tylko raz w miejscowości Przełęk, by powrócić na nią znów między Wielkim Łęckiem a Ciborzem. Przyznam, że wybór tej trasy nie był najlepszym pomysłem. Samochodów nie było dużo. Jednak te nieliczne pędziły z zawrotną prędkością lub mijały mnie na tzw. "gazetę". No i ja zdecydowanie wolę drogi znajdujące się gdzieś na uboczu. Ale w tym konkretnym przypadku nie bardzo wiedziałam, jak mam dojechać do Lidzbarka, nie dokładając niezliczonej ilości kilometrów. Dla tych, którzy mają więcej czasu, dobrym rozwiązaniem byłoby wysiąść w miejscowości Narzym i udać się do Lidzbarka bocznymi, mniej uczęszczanymi drogami. Albo udać się tam trasą mego powrotu i odbić na Cibórz w Kotach.
Pierwsze spotkanie z rzeką Wel
Docieram do miejscowości Cibórz i znów na chwilę zjeżdżam ze wspomnianej drogi 544. Zatrzymuję się na chwilę na porośniętym winoroślą mostku na rzece i podziwiam znajdujący się tu stary młyn.
Robię pętelkę we wsi i ruszam dalej, do Lidzbarka. Za Lidzbarkiem zaczyna się najlepsza część tej wycieczki. Ci, którzy dysponują samochodem, mogą dojechać do Lidzbarka i tu przesiąść się na rower. Czerwonym szlakiem pieszym (szlakiem grunwaldzkim), jadę do miejscowości Chełsty. Mimo iż jest to szlak pieszy, bez problemu można ten fragment przejechać rowerem, ponieważ prowadzony został szerokimi, leśnymi drogami (poza jednym krótkim fragmentem). Po drodze zatrzymuję się na chwilę w Kurojadach, ale trudno się nie zatrzymać w miejscu, które wygląda tak:
Między Kurojadami a Chełstami szlak biegnie dość blisko rzeki Wel i w mojej opinii to bardzo przyjemny i malowniczy odcinek. Powoli zaczynam też, spoglądając na zegarek, obawiać się, czy aby na pewno zdążę na pociąg powrotny. A przede mną jeszcze to, co najważniejsze tego dnia, czyli Rezerwat "Piekiełko". Zatem, bez zbędnego ociągania się, nasyciwszy oczy widokiem rzeki Wel z mostu w Chełstach, ruszam czym prędzej w kierunku rezerwatu. Czeka mnie stromy, jak na te tereny, podjazd asfaltem, a potem znów przyjemna, leśna szeroka droga prowadząca do rezerwatu.
Rezerwat Piekiełko
To jeden z czterech rezerwatów na terenie Welskiego Parku Krajobrazowego i w moim odczuciu jest to zarazem najważniejsze miejsce w tym parku krajobrazowym. To tu znajduje się najpiękniejszy fragment rzeki Wel. Płynąc przez rezerwat, nabiera ona niemal górskiego charakteru. Fantastyczne miejsce:
Na zdjęciach tego nie widać, ale Wel na tym odcinku ma przełomowy charakter i płynie między zboczami, których wysokość dochodzi do 30 m. Ze względu na zbyt szybko upływający czas nie przeszłam całej ścieżki w rezerwacie. Zatrzymałam się u progu drewnianych schodów prowadzących na szczyt wzgórza. Będę musiała tu wrócić, najchętniej jesienią, taką polską złotą jesienią.
Z Rezerwatu "Piekiełko" zmierzam znów do wsi Chełsty, ale zupełnie inną drogą, robiąc tym samym pętlę wokół rezerwatu. Towarzyszą mi takie widoki:
W Chełstach ponownie pokonuję stromy podjazd, z którego tym razem skręcam w prawo i mknę asfaltem a potem szutrem nad Jezioro Jeleńskie. Czas mnie goni, ale chwilę na zdjęcia i krótki postój znajduję:
Nad Jeziorem Jeleńskim, w jego zachodniej części, znajduje się kolejny rezerwat przyrody Welskiego Parku Krajobrazowego - Rezerwat Przyrody Bagno Koziana, chroniący rozległy obszar torfowisk będących ostoją ptactwa wodno-błotnego.
Kolejne kilometry przemierzam głównie szutrami i drogami polnymi, wśród malowniczych krajobrazów:
Zatrzymuję się jeszcze na chwilę w Turzy Małej, by z odległości podziwiać pałac z lat 80. XIX w., będący przykładem renesansu północnoniemieckiego i jednocześnie jeden z najcenniejszych zabytków Welskiego Parku Krajobrazowego:
Niestety, czasu mam już niewiele, więc podziwianie z odległości musi mi wystarczyć.
Dalej, przez pola i wiatrowe farmy, podążam w kierunku Działdowa z nadzieją, że żadna z dróg nie skończy się nagle w chaszczach i nie będę musiała, z wizją odjeżdżającego beze mnie pociągu, szukać dróg alternatywnych.
Udało się. Docieram na stację z idealnym zapasem czasu, aby zająć na peronie dogodne miejsce i wypatrywać nadjeżdżającego środka transportu. A Do Welskiego Parku Krajobrazowego wybiorę się znów, bo mam jeszcze kilka pomysłów na rowerowe eskapady po jego terenach.
POBIERZ PLIK GPX



























